środa

On się boi!!


*

Dzieci tak szybko dorastają.
Ani się obejrzysz, a już zaczynają sensowne rozmowy. 
Więcej rozumieją, potrafią i zauważają. 
Zdumiewająca jest dla mnie, w jak fantastyczny sposób rozbudowana jest dziecięca fantazja. Ale fantazja nie zawsze oznacza coś miłego, dobrego i radosnego. Czasami należy jej się bać, czasami płata nam figle i to co nam ubarwia bywa przerażające. 




Zmagamy się ostatnio z wyobraźnią synka.
Nie mówię, że to coś złego. Nie, wręcz przeciwnie. Wiem, że mój syn potrafi fantazjować,
wiem że jego fantazja jest rozbudowana i wiem że to dzięki nam ja posiada.
Wyobraźnia jest czymś pięknym, czymś o czym My dorośli bardzo często zapominamy.
Wraz z wiekiem tracimy tą zdolność, albo ten co jej nie traci zaraz jest uznawany za wariata. 
Czytamy książki, oglądamy filmy, kreskówki i bajki. One kreują nam naszą fantazje. 
Ciekawe w dzieciach jest to, że w jednej chwili może być rycerzem walczącym ze smokiem, a w drugiej minucie jest już gdzie indziej. Co chwilę słysze jak Kacperro woła:

- Mamooooo jestem Peppą, tatą, dziadkiem, psem, kotem, rybka, Alą...itp, itd. 

Przeobraża się w te swoje postacie i w dziwny sposób chcę ukazać każda z osobna.
I to jest piękne, to jest dzieciństwo.

Fantazja posiada również swoje ciemne strony. W każdej bajce, kreskówce, książce jest podział ról.
Na te dobre i złe. Głównie wygrywa dobro i jest ono ukazywane w jasnych barwach, a zło przegrywa w swojej ciemności i szarości. 

W szczególności wieczorem, rozpoczyna się walka.
Kiedy zapada zmierzch, do domu przychodzi "dziura", " potful" i "wiatr".
Od istoty bliżej nieokreślone, ale czają się za każdym(!) rogiem i w każdym(!) ciemnym miejscu. 
"Wiatr" jest chyba najgorszy. Wystarczy, że Kacperro usłyszy skrzypienie czegokolwiek na dworze, zaraz wpada w panikę i szuka swego zbawiciela, obrońce przed złem. 
Owe stworki nie pozwalają na samotne zasypianie, spanie i przebywanie samemu w pokoju. 
Zawsze ktoś musi być obok, w tedy rzecz jasna, zło się boi i chowa.
Troszkę to koliduję z planami na wieczór, ale czego się nie robi dla ukojenia zszarganych dzieciecych nerwów. Cudowne jest to, że trzyletni maluch biegnie po pomoc do rodzica. Wie, że to on jest tym rycerzem w złotej zbroi i nic tak doskonale nie przegania "potfola", "dziury" i "wiatru" jak mocny, ciepły uścisk mamy lub taty. Takie chwile sprawiają, że czujesz jak cudownie jest być rodzicem. Szkoda tylko, że kosztem przestraszonego dziecka.
Także po domu grasuje nam szajka złośliwców. Dzielnie walczy z nimi tata, który co noc kładzie się z synkiem i pilnuje go aby bezpiecznie zasną, nietknięty przez zło.
Co by nie było, synek sprawdza czujność taty.
Kiedy maluch już śpi, a zło zrezygnowało, w tedy mamy chwile dla siebie. Bo potem czeka nas przenoszenie dzieciorka do łóżka. Tak! Brawo, do naszego łóżka. Nie ma takiej siły, aby synek spał dłużej niż godzinę sam. Zaraz leci i układa się pomiędzy mamę i tatę, z krzykiem " ON SIĘ BOI!!!", kabum i śpi. 
Z chęcią przegonimy to zło z naszego domu.  Z chęcią mama i tata poleżeli by przytuleni do siebie.
Ale takie małe zimne stópki dotykające Twoich pleców, kiedy Ty śpisz kamiennym snem...mmmmmm
zawał murowany i widok śpiącego dziecka z błogą miną niezapomniany. 

A jak u was sprawy z potworami wyglądają? Może macie jakąś skuteczną broń?
Chyba uścisk mamy i taty najskuteczniejszy, ale warto potwora zaskoczyć czymś nowym!!