poniedziałek

Gdyby można było cofnąć czas.

*

Czasami bywają takie chwilę, że wszystko, ale to dosłownie wszytko idzie nie po twojej myśli.
Czujesz się wykończona/wykończony. Nikt Cie nie rozumie i nawet nie stara się zrozumieć.
W końcu, coś w Tobie pęka. Stajesz na granicy własnej wytrzymałości i trzeźwego myślenia.
Padają słowa " Gdyby można było cofnąć czas, tak tylko raz."



Przypominasz sobie o tym co było. Pamięcią sięgasz do dawnych pragnień i celów.
Zdajesz sobie sprawę, że te chwile już nie wrócą, a cele już dawno zostały zaprzepaszczone.
Dostrzegasz jak szybko czas mija, ile jeszcze masz do zrobienia, a ile nie zostało, ba! 
nawet nie zostanie zrobione. 
Odczuwasz pustkę i samotność. A kiedyś tak nie było. 
Widzisz ile znaczą obecne problemy, a jakie błahe okazały się te z dawnych lat. 
Samowola, wolność, sielanka, przyjaciele, znajomi, imprezy, kasa wydawana na co tylko chcesz.
To było, było i minęło. 
Ludzki mózg nie raz płata nam figle. A ten jest naprawdę okrutny. 
Kiedy jest Ci źle, robi taką retrospekcję z tego co było. Bądź z tego co być mogło. 

Zaczyna się cicha modlitwa. Zabawne, bo możesz być niewierzący, ale zazwyczaj w tych słowach pada : Boże...
" Boże daj mi ten zegareczek, co to w nim wskazówki przestawić można."

Ostatnio właśnie, wiele o takich sytuacjach myślałam.
Dostajesz upragniony zegarek. Możesz cofnąć czas, ale raz.
Pamięci swojej nie cofasz, cofasz tylko wydarzenia.
I co?
Co się zmienia? Wiesz gdzie błędy były popełnione i zapewne nie chcesz ich powielać. 
Zaczynasz się uczyć? Zmieniasz męża, chłopaka, ogólnie mówiąc partnera? Idziesz na studia? 
Zmieniasz swoje życie, ale...Właśnie, zawsze pojawia się ale.
Możesz mieć depresję, załamania, przygnębienia.. 
Jednak zawsze coś, lub ktoś Cię z tego dołka emocjonalnego wyciąga.

Jak rano wstaje, widzę łóżeczko Alicji. 
Widzę małą istotkę, która drze się aby ją wydostać z tego małego więzienia, bo chce poskakać z Kacperkiem po łóżku. Po łóżku w którym są rodzice.  
Mama, której poprzytula stopki. Tata który połaskocze i wesoło pokrzyczy razem z dzieciakami. 
Widzę dzieciaki, szczęśliwe, rozdarte, wesołe, kochane.
Widzę rodzinę, która w tym momencie jest szczęśliwa i nic więcej jej nie trzeba.
To są chwilę dla których warto żyć. To są liczne chwile. 

Cofniesz czas, losy potoczą się inaczej. 
Wiesz, że miałaś/miałeś takie szkraby i wiesz, że możesz już ich nie mieć.
Jakieś dzieci się zapewne pojawią, ale czy takie same?
W pamięci zapadły Ci te perfekcyjne maluchy, i w ten sposób skazujesz się, prędzej lub później na
okropną tęsknotę.

Dzieci, rodzina to teraz sens życia. Cele są związane z nimi, marzenia również. 
I są takie chwile, jasne bo takie jest życie. 
Pokłócisz się z partnerem/partnerką, dziecko ma gdzieś twoje słowa a w skrzynce, zalega kolejny rachunek niezapłacony. I ciągnie się ta zła passa, ciągnie i końca nieraz nie widać.
Ale czy warte jest to cofnięcie czasu? 
Czy warto, aby więcej nie zobaczyć wielkich błękitnych oczów? Nie usłyszeć HEJKA!?
Nie brać już nigdy więcej, udziału w tych zabawnych dyskusjach z dzieckiem?
Nie usłyszeć pytania: Mamo, a gdzie teraz śpią motylki?

Warto cofnąć czas? 
Czy lepiej dać sobie chwile i już nie wspominać o tym co było?....Tego już nie będzie.
Możesz już tylko ulepszać teraz. Możesz rozejrzeć się dookoła i  znaleźć to, co sprawia Ci wiele radości.

Bo czy maluch zajadający po kryjomu miętową czekoladkę (z nadzieją że mama nie zauważy), nie jest tą cudowną chwilą? Dla mnie jest, jak dla mnie maszyna czasu może nie istnieć.