wtorek

Z piersiami na wierzchu.

*

Z modą jest tak, że wszytko ma u niej swój czas. 
Raz jesteś na topie, a za pięć minut dowiadujesz się że jesteś foux pas. 
Praktycznie każdy mówi, że za chwilową modą nie podąża. 
Masz swój styl, dobrze Ci z nim. Nikt, albo nic nowego nie będzie Ci narzucane. 



Zauważyłam, że z tekstami blogerek jest podobnie. 
Jedna rzuca temat i widać, że zaczyna wrzeć. Pojawiają się argumenty za i przeciw. 
Komentarze przychylne i obraźliwe. Widać, że temat został podłapany i coś zaczyna się dziać. 
I zazwyczaj w takim momencie rozpoczyna się "fala" blogerek i ich postów. 
Bardzo podobne posty, które napływają ze wszystkich stron. Każda wyraża własne zdanie i każda liczy na małe zamieszanie.

Nie będę gorsza, oczywiście nie przepadam za narzucaną modą i stylami.
Ale teraz temat wydaje się bardzo gorący i z chęcią dorzucę swoje  5groszy. 
O czym mowa? O karmieniu piersią...

Oj wspominam ten czas ze łzami w oczach. I w pierwszej, jak i w drugiej ciąży była to walka.
Krew, pot i łzy. A do tego strupy, nerwy i obawy.
Synka karmiłam bardzo krótko. 
Pamiętam tą radość, kiedy z piersi mleko zaczęło mi ciec.Wiedziałam, że dam dziecku to co najlepsze. 
Przez całą ciąże książkowo trzymałam się diety, aby mleko było wartościowe i
żeby kolki nas nie zaskoczyły. Zero słodyczy, cukru, zwykłego pieczywa itp, itd. 
Piersi mi puchły z dnia na dzień. Zaczęły się lekkie problemy, kiedy wyszłam do sklepu, to wracałam
z mokrą bluzką. Na swój sposób radował mnie ten widok, myślałam że mleka jest pod dostatkiem. 
Myślałam, że jest go aż nad to. Po jakimś czasie jednak zaczynałam się złościć. Koszulki mokre, łóżko mokre, pościel też. 
Ciecz zmieniała kolor a ja na jej widok dostawałam dreszczy i obrzydzenia. 
Jakoś świadomość, że z mojego ciała ma lecieć pokarm niezbyt mi się podobała. 
Na świat przyszedł Kacperro. Położna wyjaśniła mi co i jak, zaczęłam z nią rozmawiać o zaistniałym problemie. Okazało się, że takie myśli ma co druga matka karmiąca. Mleko trzeba zaakceptować i mieć świadomość tego, że dajemy dziecku to co najlepsze. Zaakceptowałam, w miarę i karmiłam.
Karmiłam miesiąc. Pierwszy tydzień był wspaniały. Dużo mleka, dziecko szczęśliwe. Jadł i spał. 
Drugi tydzień, rozpoczęły się lekkie schody. Niepotrzebnie jadłam ryby a Kacperek dostał wysypki. 
Trochę stresu z powodów rodzinnych, i co chyba było najgorsze, to odwiedzający. 
Palcie sześć same wizyty, ale kiedy przychodziła pora karmienia, nagle wszyscy musieli się gapić.
Bo matka karmiąca, to błogi i taki słodki widok. 

Nie rozumiałam, jak kobieta z cyckami na wierzchu, zalanymi mlekiem mogła wzbudzać podziw. 
Piękna modelka z biustem odkrytym na okładce jakiejś tam gazety, wywołuje ogrom kontrowersji i
oburzenia. Czym się różnią te cycki?! 
Takie wizyty również mnie peszyły i zobaczyłam, że mleka robi się mniej. 
Zaczęłam pić herbatki hippy, bawarki, ziołowe wywary. Robiłam dosłownie wszytko aby zachować mleko. 
Jednego dnia 50ml, drugiego 40 a trzeciego już nic. 
Załamanie, rozpacz i myśli. Myśli jaką to złą matką jestem. 

Wizyta u pediatry. Na wstępie pytanie czy karmię piersią. Zdążyłam powiedzieć tylko nie. Na wyjaśnienie nie było już miejsca. Było miejsce na lincz. Słyszałam tylko, że jestem młoda i zapewne mi się nie chciało. 
Butelką wygodniej. Co się dziwie, że dziecko na wadze nie przybiera jak daje mu mleko modyfikowane. 
Lincz, brak zrozumienia, brak chęci poznania przyczyny. Od razu skazana. 
Przyszła do pediatry położna i pierwsze co? 
- O, widzi Pani. Piersią nie karmi. 
Potem łatwiej nie było. Każdy lekarz robił swój własny osąd. Zawsze chodziło o to, że dziecka piersią nie karmie i jakie to straszne. 

Ktoś powiedział, że karmienie butelką jest łatwiejsze. 
Zapewne ten Ktoś w życiu mlekiem modyfikowanym dziecka nie karmił. 
Pierś masz zawsze pod ręką i kiedy dziecko zapłacze to mu ją dajesz i po sprawie. 
Kiedy dziecko karmione butelką zapłacze, Ty idziesz do kuchni bierzesz wyparzoną butelkę, szukasz przegotowanej wody i podgrzewasz ją do danej temperatury. Zrobisz za gorące, to czekasz a dziecko płacze. Sypiesz proszek, którego zapach z nóg ścina. Idziesz do dziecka i szukasz sobie pozycji do karmienia. Nie możesz zasnąć, bo może się zadławić i musisz pilnować. Z piersią Ty śpisz i dziecko zasypia przy mamie, z butelką to inna bajka. 
W nocy rytuał się powtarza. Wybudzasz się, idziesz do kuchni, dziecko płacze......blle ble bla...
Faktycznie o wiele łatwiej. 

Z drugą ciążą było troszkę inaczej.
Z doświadczeniem i bagażem problemów już wiedziałam co i jak. W ten sposób udało mi się
córkę wykarmić przez 5/6miesięcy. Problem pojawił się kiedy małej głodomorze przestało wystarczać moje
mleko i chciała coś bardziej odżywczego. I co? Mleko modyfikowane też było do bani, jedynym rozwiązaniem były kaszki. Gęste, naprawdę gęste kaszki. W tedy mała była szczęśliwa i syta. 
Oczywiście i lincz też miał miejsce, ale tym razem byłam już bardziej uodporniona. 

Przykro mi, kiedy widzę nagonkę jednych matek na drugie. 
Jedne nie chcą wysłuchać drugich. Te co karmić piersią nie mogą zaraz są uznawane za zło tego świata, a jak chcą się usprawiedliwić, jakoś wyjaśnić to zawsze się kończy na tym, że jej się nie chciało i tyle! 

Z podziwem i szacunkiem patrzę na moją siostrę i wierzcie mi, jakby ktoś jej zarzucił nie chciejstwo, lub wygodę, najnormalniej w świecie w zęby bym takiej osobie dała. Młoda mężatka, szczęśliwa ze swej ciąży. 35 lub 36 tydzień,( już dokładnie nie pamiętam) zbędny zamęt pielęgniarki wywołał cesarskie cięcie. Sama na porodówce, bez osoby towarzyszącej i nic, zupełnie nic nie trzymało się jej planu porodowego. W Lublinie w tedy panowały wszelkie możliwe grypy, wszystkie oddziały pozamykane, zakaz odwiedzin. Siostra musiała poradzić sobie sama. Cesarka i zabranie dziecka. Nawet nie wiem czy je widziała, bo potem już oglądać synka nie mogła. Nagle ubyło jej naście kilogramów, stres, strach i obawy. A Ona się nie poddała. Nikt w szpitalu jej nie zapytał w jak sposób chce karmić dziecko. Butelką czy swoim mlekiem. Od razu maluch miał podaną mieszankę, przez co mama była wściekła. Wyszła ze szpitala, sama co kumulowało stres. Wzięła laktator w dłoń i ze wszystkich sił ściągała mleko. Stwierdziła, że będzie karmić! I karmiła, udało jej się.Walczyła każdego dnia o każdą krople. Wstawała co trzy godziny i ściągała. To była walka godna podziwu.Również karmiła coś około 6/7miesięcy, ale się starała i nikt nie może powiedzieć, że nie! 

Karmienie piersią jest tak silnie narzucane, że nie myśli się o kobietach które naprawdę nie mogą karmić. 
Są różne przypadki, różni ludzie. Powinniśmy uszanować decyzję matki, jaka by ona nie była. 
Taką kobietę trzeba chociaż spróbować zrozumieć, a przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że to 
mama wie co dla jej dziecka jest dobre. 

Stres spowodowany karmieniem jest ogromny. Przez ciągłe mówienie, że mleko matki jest najzdrowsze wywołujemy panikę u matek które to mleko mają. Strach przed tym co się stanie, kiedy jej tego mleka zabraknie. Ile kobiet wpada w depresję? Ile kobiet myśli, że zawiodło własne dziecko?
Czy tego im trzeba? Przestańmy oceniać, rozmawiajmy, nie mówmy co jest lepsze a co gorsze, niech każda ma swoją szanse na wypowiedź bez osądzenia.  

obrazek ze strony http://blogs.trb.com/features/family/parenting/blog/2012/07/_even_with_all_the.html