niedziela

Tęsknota..





*
Korzystając z okazji( dzieciaczki śpią), chcę napisać o tęsknocie i o tym jak bardzo skomplikowana potrafię być.  W opisie bloga pisałam już że często marnujemy czas który jest nam dany, Tomas wyjechał w piątek do Niemiec, może na krótko a może na długo, dla każdego ten czas rozłąki  jest inaczej pojmowany.
W życiu codziennym  potrafimy się kłócić, sprzeczać o niesamowite pierdoły i nie wiem czy to przez zmęczenie ogółem czy taka już jestem ale często gęsto właśnie te "pierdołki" wyprowadzają mnie z równowagi i prowadzą do niesamowitej furii która kończy się przykrymi słowami, złością lub płaczem.
Zauważyłam że w związku często zapominamy o tym co nas połączyło i dla czego jesteśmy razem. W kłótniach bardzo szybko zaczynam się wycofywać i przeważnie uciekam, przez co ani ja ani on nie jesteśmy w stanie zrozumieć drugiej osoby. Jak rozmawiam z każdym z was  z osobna, kiedy to pokłócicie się z partnerami, widzę jak bardzo zranione są dwie osoby. Najbardziej rani nas fakt samej sprzeczki a dopiero potem konsekwencje jakie pociągnęła ona za sobą.Druga rzecz jaką widzę to częsta chęć zemsty lub zrobienia na złość ukochanej osobie i powiem wam szczerzę że sama też tak robię, nie ma co się oszukiwać. A trzecia że szybo zapominamy o tym o co dana sprzeczka powstała ale złość pozostała i co tu kurczę zrobić?!
Miałam wyjechać na jakiś czas aby odpocząć od "związku" i bycia razem. Uważacie że to straszne? A ja uważam że codzienne przebywanie z drugą osobą może stłumić uczucie do niej i miłość naglę zaczyna być przyzwyczajeniem i rutyną. Tomas, jak już wspominałam dużo pracuje, widujemy się dopiero wieczorami  i w weekendy przez przeważnie całe dnie, wkurza mnie fakt że zamiast miło spędzać ten weekend często wyżywam się na nim lub on na mnie, właśnie w tej chwili. Zmęczenie tygodniem ulatnia się z nas przez co stajemy się rozdrażnieni i to właśnie psuje całą atmosferę. Niestety życie rodzinne wymaga od nas ciągłego wysiłku i zatracenia w pracy i obowiązkach domowych, on nie rozumie co ja przeżywam a ja nie rozumiem co on przeżywa i to jest normalne bo żadne z nas tak naprawdę nie będzie potrafiło postawić się w sytuacji drugiego.  Teraz jak go nie ma obok, przez pierwszy dzień byłam zatracona w porządkach domowych i jakoś tego  nie odczułam  a dziś już zaczyna mi go bardzo brakować, dotyku, ciepła a nawet tego droczenia się. I czy to nie jest dziwne? W jednej chwili pragnę uciec i odpocząć, odciąć się od życia rodzinnego które naprawdę potrafi zmęczyć a w drugiej chce być jak najbliżej niego i nie wyobrażam sobie kolejnych dni bez obecności tej drugiej osoby. Czy tylko ja jestem taka skomplikowana? Czy wy też zauważyliście jak bardzo niszczymy uczucie które jest takie fajne i przede wszystkim nie doceniane ? 
Takie rozłąki dla związku są dobre,  możemy dzięki nim ujrzeć zapomniane przez nas uczucia i nie ważne czy partner/partnerka wyjechała/wyjechał na dzień lub miesiąc bo z każdą godziną widzimy co się z nami dzieje bez tej bliskiej nam osoby.


(...)"Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. Być tam, gdzie się nie jest, mieć to, czego się nie posiada, dotykać kogoś, kto nie istnieje. Ten stan ma naturę falującą i sprzeczną w sobie. Jest kwintesencją życia i jest przeciwko życiu. Przenika przez skórę do mięśni i kości, które zaczynają odtąd istnieć boleśnie. Nie boleć. Istnieć boleśnie – to znaczy, że podstawą ich istnienia był ból. Toteż nie ma od takiej tęsknoty ucieczki. Trzeba by było uciec poza własne ciało, a nawet poza siebie. Upijać się? Spać całe tygodnie? Zapamiętywać się w aktywności aż do amoku? Modlić się nieustannie? " Autor: Olga Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny