wtorek

Warsztaty z Panią Zawadzką

*

29 Września w Lublinie odbyły się warsztaty dla Rodziców– Rodzinna aktywność sportowa i jej wpływ na budowanie pozytywnych relacji rodzicielskich.
Warsztaty były prowadzone przez P. Dorotę Zawadzką. 
Pomimo głośnych spraw które dotyczyły się Pani Doroty, postanowiłam nie wystawiać jej opinii dopóki nie będę miała szansy poznać Ją osobiście. W zwyczaju mam, nie oceniać książki po okładce. No i się nie myliłam. Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona.

Przed samymi warsztatami, w ogrodzie restauracji Oranżeria, odbyły się sportowe gry i zabawy dla maluchów. Organizacja bez zastrzeżeń. Wiele głośnych i wesołych buziaczków ganiających za rodzicami. Wiele szczęśliwych rodziców ganiających za dzieciaczkami. Bardzo miły widok. Każde z dzieci mogło mieć pomalowaną buźkę, lub przefarbowane włoski. 

Samo miejsce w którym odbywały się warsztaty, było bardzo przyjemne. Przestronne, ciepłe i nastawione dla rodziców z dziećmi (kącik zabaw, przewijak, przestronne łazienki, sporo miejsca między stolikami - miejsce na wózek).


Wybiła godzina 16. W popłochu Pani Zawadzka starała się zapiąć wszytko (łącznie ze swoim wyglądem) na ostatni guzik. Co chwilkę opowiadała mężowi o tym co dzieje się na facebooku ( jak sama mówi, Ona tam mieszka). Kiedy sala zapełniła się Mamusiami i Tatusiami, całkiem na luzie i bez nerwów, wszytko się rozpoczęło.
 Niesamowicie wspaniała i luźna atmosfera. Bardzo wiele anegdot z życia wziętych. Ciekawostki, ciekawostki i jeszcze raz ciekawostki i porady. 
A tak na serio, to Pani Dorota opowiadała o rozwoju dziecka od niemowlaka po nastolatka. Było o rozwoju fizycznym, psychicznym. Co robić, a czego nie robić. Gdzie rodzice najczęściej popełniają błędy, i wierzcie mi, potrafi udowodnić jak błahe błędy potrafimy popełniać, a do co poniektórych sama się przyznaję!!
Wszystko popiera przykładami z życia wziętymi.
Pod koniec zajęć, cierpliwie odpowiadała na zadawane przez wybranych rodziców pytania. Padały, takie jak: 
-Jak poradzić sobie z autoagresją u dziecka?
      -Problemy z 13latką
      - Mały nudysta, pragnący zawładnąć światem nago :D ( To mi się spodobało najbardziej. Z całego serca kibicuję Mamie, aby w końcu nakłoniła malucha do ciuszków)
I wiele, wiele innych. Na mnie niestety zbrakło już czasu, ale zadałam swoje pytania drogą mailową, czekam na odpowiedź.
Było wiele śmiechu, jak i sytuacji całkiem poważnych. Nie dało się również, nie zwrócić uwagi na męża Pani Doroty. On jest z tych co wszytko wiedzą. Mając na myśli wszytko, wierzcie mi ten Pan wie o swojej żonie i jej działalności WSZYSTKO!!!. Włączał się do dyskusji, przypominał o tym co się przypadkiem Pani Dorocie zapomniało, w uroczy sposób poprawiał swoją żonę, ale i potrafił pięknie o niej mówić. Widać było współpracę i kochające się małżeństwo. 
Pod koniec warsztatów odbyło się losowanie nagród. 
- Karnety na zajęcia sportowe Socatots
-Bony do restauracji Oranżeria 
-Książki Doroty Zawadzkiej 
i chyba coś jeszcze, ale już nie jestem w stanie sobie przypomnieć co to było. 
Oczywiście była możliwość zakupu książki Pani autorstwa, nawet się skusiłam. Jestem w trakcie czytania i na pewno wystawię recenzję.
Wspaniałe zajęcia, wspaniali ludzie i super atmosfera. Dowiedziałam i nauczyłam się naprawdę wiele. Samą Panią Dorotą jestem zachwycona, przez te 2 godziny była super kobietą, matką i żoną, jak i Panią psycholog. 

Na warsztatach zachwyciło mnie coś jeszcze. A mianowicie Socatots - piłkarskie maluszki. Coś niesamowitego. Super zajęcia,  przez wyspecjalizowaną kadrę. Zajęcia prowadzone są z dziećmi od 6m do 12lat. Z całą pewnością na to cudo zapiszę i Kacperra i Bułeczkę. Już nie mogę się doczekać. Sposób w jaki prowadzone są zajęcia, jest super. Rodzice czynnie biorą udział w rozwoju dziecka. Dziecko uczy się nie tylko gry w piłkę, ale wiele, wieeeeeleeee innych rzeczy. Bardzo fajny i czynny sposób spędzania wolnego czasu z dzieckiem. 

Jestem bardzo zadowolona, z tego dnia. Polecam innym Mamom i Tatusiom do uczestniczenia w takich warsztatach, jeśli tylko macie taką szansę zgłaszajcie się już dziś!!

zdjęcia są takie sobie, dopiero uczę się aparatu, wybaczcie!!










Zadowolenie widać w oczach!! :))
Linki:

piątek

Religia, wiara - Jak dziecku powiedzieć kim są Aniołki i Bóg.

*
Jest kilka tematów których nie powinno się poruszać. Jednym z nich jest Religia. Lubię łamać zasady, więc i tą złamie.

Przychodzi taki czas, że zastanawiasz się nad tym kiedy ochrzcić swoje dziecko.  
I z tym obrzędem, łączy się wiele spekulacji, myśli i rozmyślań. 
Co da taki chrzest mojemu dziecku? Przecież jeszcze nie rozumie o co w tym chodzi.
Może przed komunią? Ale komunia dla dziecka jest tylko imprezą z prezentami. 
Tak czy owak, wszytko zależy od tego w jaki sposób Rodzic przekaże sens i znaczenie chrztu i komunii.

Ja osobiście, jestem osobą poszukującą. Dzieciaczki ochrzciłam w tym roku.
Wychodzę z założenia, że skoro żyję w kraju katolickim to dzieci wychowam również w tej wieże. 
Niema tu znaczenie że ja nie wierze. Na religię chodziłam do momentu kiedy postanowili mnie wyrzucić ze szkoły za zniewagę katechetki. Uwielbiam tą lekcje. Można się wiele ciekawego dowiedzieć.Na owej lekcji zawsze robiłam znak krzyża, udzielałam się na zajęciach, odpowiadałam i prace domowe też odrabiałam. Mam szacunek do każdej z religii. Wchodząc do kościoła, automatycznie zaczynam się modlić, ze względu na szacunek dla ludzi którzy się tam znajdują i ich wiarę. Na owej lekcji zawsze robiłam znak krzyża, udzielałam się na zajęciach, odpowiadałam i prace domowe też odrabiałam.

Synek ma już 2lata i 7m. Powoli go wdrażam w religię. Tłumacze mu kim są Aniołki i Diabełki. Że nad chmurkami jest Bóg. I uczę pierwszych najłatwiejszych modlitw.
Powracając do chrzcin. Większość ludzi najzwyczajniej w świecie pyta co wręczyć w prezencie. I tak też było u nas. Będąc ciągle w temacie, jednej z osób(Pozdrowianoka:)) powiedziałam że w sumie taka Biblia dla dzieci nie była by głupim pomysłem. Skoro uczę kim jest Bóg i religia to taka Biblia powinna okazać się pomocna. 

I dostaliśmy, przepiękne wydanie Biblii dla dzieci. Okładka twarda, kolorowa, śliczna. Obrazki w środku bajeczne. Nic dodać, nic ująć.
Doszliśmy do treści. Tu aż nie wiem co powiedzieć.
Biblia dla dzieci - masz na myśli coś w stylu: 
                                               " Bóg jest dobry.Stworzył świat,
                                                 dziewczynkę, chłopca, roślinki i zwierzątka. 
                                                 Bogu  pomagają Aniołki. Czasami taki Aniołek 
                                                 schodzi na ziemię i pilnuje ludzi. "
                                                 "Głęboko, głęboko pod ziemią jest Diabełek. 
                                                  Diabełek jest zły, i zabiera do siebie złych ludzi"

No coś w ten styl. Zło, dobro, motylki, ptaszki i jakieś tam grzeszki. Dla dzieci, tak delikatnie. 
Ale kuźwa mać....Powiedzcie mi proszę na jaką cholerę, dziecko, małe ma wiedzieć coś takiego: 

 
                       
                                                  Czy dziecko ma wiedzieć że facet kocha bardziej jedną kobietę od drugiej? JUŻ NIE MÓWIĘ O TYM ŻE DZIECKO MA WIEDZIEĆ ŻE FACET MA DWIE KOBIETY!!DWIE!! Że jedna z drugą konkuruję? Że jedna chce się pozbyć drugiej?! Że jedna poświęca dziecko dla miłości. No co to kuwa ma być!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To jeszcze nie koniec!! I to jest najgorsze. 

 Wersja "soft" jak by ktoś zapomniał dla dzieci. 
Zabijmy ludzi, którzy mnie skatowali za to że ich okradłem...
Nie mam pytań.
Mąż dziecku taką oto "książkę" czytał na dobranoc. Któregoś dnia i ja siadłam czytać mu zamiast "Mikołajka". Nigdy więcej. "Mikołajek" ma o wiele więcej przekazu i mądrości(o nim też napiszę)
Zastanawiam się co wydawca i autor tych biblijnych opowieści miał na myśli. Każdy fragment nakłania dziecko do agresji, nietolerancji. Nie mówiąc już o mściwości i zasady:  Ty mi. To ja tobie.
Dla mnie to powinno należeć do kategorii horror. Zastanawia mnie co wy o tym powiecie. Mi brak słów, dla tego chciałam swoją wypowiedź poprzeć zdjęciami z najgorszymi chyba fragmentami.
*


*
*
*
*
I to jest parę tylko stron, z 366kartek bzdurą pisane...Czego to ma uczyć ja się pytam? Co dziecko wyniesie z takiej lektury? 

A jak jest u was? Jak wy mówicie dziecku o biblii i Bogu?

wtorek

Mama konta reszta świata...

*
Postaram się nie przeklinać, chociaż parę przykrych słów na język leci.

Znacie to zjawisko, kiedy to Mama mówi czemuś stanowcze  NIE!!,  a reszta świata ma to w czterech literach. I tak robią po swojemu nie licząc się ze zdaniem rodzicielki?
Jasne że znacie, a ja właśnie poznaje. I cholera jasna mnie trafia!!

Zacznę od problemu głównego. Nenek!!!
Tatuś vs. Mamusia. 
Kiedy dostrzeże,że moje maluchy już dojrzewają i wypadało by z czymś iść etap wyżej, zaczynam wprowadzać nowe obyczaje w życie codzienne. 
Jedzenie samemu, picie z bidonika, załatwianie się do toalety a nie nocniczka, jedzenie o stałych godzinach, nie reaguję na pierwszy krzyk Bułeczki, uczę ją czekania. Można by wymieniać w nieskończoność.

Wprowadzanie nowych rzeczy w życie malucha bywa trudne. Wymaga zrozumienia i wiele cierpliwości.
Pierwszą i najważniejszą zasadą jest poinformowanie wszystkich domowników o następujących zmianach. Drugą zasadą jest wytłumaczenie dziecku czemu coś ulega zmianie i powtarzania danej czynności do tej pory aż zrozumie albo sam załapie i wejdzie w nawyk. 
Kiedy dziecko zaczyna przyzwyczajać się do nowego, to nie należy robić bajzlu w głowie malucha i nie można wracać do wcześniejszych czynności.

Przykład:
2,7letnie dziecko, jak dla mnie mogło by pić z bidonika i należało by odstawić już butelki. Więc ulubione pićku czy mleczko podajemy w bidonie. Dziecko polubiło i zaakceptowało sposób podawania napojów. Aż tu pewnego dnia kiedy histeria synka osiągnęła pkt. krytyczny, Nenek podał mleczko w butelce.
Nagle bidonik stał się tragedią i maluch chce koniecznie butelkę.
Rezultat:
- Nauka pokochania bidonika poszła w #$@$#$@#$%%@! 
- Czas stracony
- Mama doznała zawału i szoku, że wysłuchana nie została. 

Rewelacyjnym przykładem może też być sposób w jaki kładziony jest spać Kacperro. 
Wcześniej było mocno na siłę. Kosztowało nas to wiele nerwów, wylewaliśmy siódme poty. A niekiedy kończyło się płaczem Mamy i łobuza. 
Pewnego dnia przeczytałam bloga Mamy bliźniaków i postanowiłam wprowadzić w życie jeden z jej przykładów. 
Nie chce spać, tooooo nieee! A co ja się będę użerać?! Położy się sam w tedy kiedy zechce, nic na siłę.
I podziałało! 
Po kąpieli szedł na dobranockę, czasami siedział dłużej ale zazwyczaj o 21/22 informował nas że należało by go już położyć. 
Oczywiście do czasu, aż P.Tata postanowił wrócić do starych zwyczajów. 
Rezultat;
-Ciągłe darcie malucha że spać nie chce, że chce, piciu, mleko, kuka, siku, baja, czytać!, itp, itd. 
- Nenek chodzi jak bomba...1...2...3..BUM!!

Wczoraj Mama z Wujem przypomnieli Tacie o starej zasadzie i proszę. Maluch chwile po histerii sam poszedł spać. A tacie sie gupio zrobiło, a co!! 

Babcie, Dziadkowie vs. Mama
Jezu, i z tymi jest jeszcze gorzej. 
Nie zapytają, wiedzą lepiej, wiecznie mądrzejsi, a w ogóle to Matka znęca się nad dzieckiem. 
Bo dziecko to dziecko. Musi psocić, rozrabiać, bałaganić, robić to co mu się żywnie podoba, nie słuchać się dorosłych, wykręcać numery, zjadać ciągle słodycze i nie jeść śniadania, obiadu, kolacji czy podwieczorku. A jak nie je to jest jeszcze gorzej, z tym że nie wolno Ci dziecka do jedzenia zmuszać.
Wiele takich paranoi i herezji, mądrzejsi od nas głoszą. 

Przykład:
Mama słodyczy nie daje. Za złe zachowanie mogę jedynie kare dać, ale na pewno nie coś słodkiego.
I taka sytuacja...
Kacperro wprowadził domowy całodniowy terror. Z wieczora pojawia się Teścio i ni z tego ni z owego wyciąga lizaka. Nie zapyta czy wolno, nie zapyta o zachowanie malucha. Pomijając wieczorną porę i że cukier na noc to, taaaaaak genialna sprawa. Daje mu. Mimo że krzyczę, mimo że piszczę i mówię stanowcze Nie!! Zostałam normalnie olana....potraktowana jak szczyl...Co tam Mama wie? Dziadzio musi rozpieszczać?!  
Myślałam że rzucę się do gardła i niczym wygłodniały wilk rozszarpie krtanie...

Przychodzi gość, wszytko jedno kto. Wie że idzie do domu gdzie są dzieci. I co pierwsze robi? Daje jakieś pieprzone cukierki, ciastka czy inne zabronione przez Mamę rzeczy. Luuuuudzie pytajcie się rodziców o zdanie!! Dziecko zobaczy że ów gość ma słodkość i wojna się rozpoczyna. 
- MAaaaammmaaa daj
- Nie
- Taaaaataaaa daj
- Nie
- LAAAATKE! CUKIERKA! ZELKKAA!!! DAJJJJ!!

I tak cały dzień, nic tylko daj.Bo ktoś wpadł na genialny pomysł. Dla czego nie kupicie owoców? Są do cholery tańsze!! I zdrowsze!! I nie odbija tak dziecku po nich jak po słodyczach. 
Dla czego nie pytacie o zdanie Rodziców?!
Idąc w gości do domu gdzie są dzieci, zaskocz i daj owoce, albo kolorowankę. Coś po czym dziecko nie dostanie szału a np. grzecznie się tym zajmie abo zdrowo będzie zajadać.

Szanujcie zdanie Rodzica, to On wie co dla jego dziecka jest najlepsze.

niedziela

Na Niedzielę w sam raz. Sesja małego artysty...

Dzisiaj relaksacyjnie, przyjemnie i o chwili dla nas. 

No więc, dzieci już śpią, dom błyszczy a pranie schnie. Niby późna godzina, ale Tobie jeszcze spać się  nie chce. Mąż jest obok, dobre jedzonko i winko (piwko).  A co powiecie na fajną komedie? 
Uwielbiam wieczorami usiąść z Nenkiem i obejrzeć dobry film. W sumie od tego zaczęła się znajomość, nasz rytuał i nasza codzienność. 

Wybrałam dla was, trzy super komedie. Tematyka wam znana. Rodzina, dzieci i ogólny bajzel. Zrozpaczona mama, walące się małżeństwo i tata wiecznie niezaspokojony.Wszędzie dzieci, kupy, siuśki i jedzenie. 
Przypadkowe ciąże, te chciane i nie chciane. Trochę łez ale i wiele śmiechu.

Na pierwszy rzut pójdzie " Jak Ona to robi?" 
  Obsada bardzo fajna, Sarah Jessica Parker, Pierce Brosnan, Kelsey Grammer. 
Film jest o kobiecie kochającej swoją pracę i stale odnoszącej w niej sukcesy.  Z czasem jednak dostrzega, że praca zabiera jej sporo czasu z życia rodzinnego. Omijają ją piękne chwile z synkiem. Romantyczne momenty z mężem przeważnie przesypia ze zmęczenia. Uparcie nie chce być przysłowiową kurą domową. Dwoi się i troi aby wyjść jakoś z tej sytuacji. Czy jej się udaje? Czy odnajdziecie w głównej bohaterce coś z siebie? Polecam. 
Lekka i przyjemna komedyjka. A co ważne, nakłania do przemyśleń.  



Jako drugi film wybrałam komedię w trakcie której płakałam ze śmiechu i ze wzruszenia. Piękna opowieść. 
Teksty też są mistrzowskie. Nenek śmiał się jak dziecko!! 
A mowa o " Baby Mama"  


Obsada dość ciekawa, głównie aktorzy serialowi.Tina Fey, Holland Taylor, Greg Kinnear. 
Film jest o zdesperowanej kobiecie, pracującej w wielkiej korporacji z marzeniem o dziecku. Problemem są faceci, ponieważ przez długi czas nie może znaleźć tego jedynego. W rodzinie praktycznie każda z kobiet posiada już brzdąca. Skoro jej partner nie chce się ujawnić, postanawia skorzystać z oferty agencji "surykatek".  Miedzy dwiema kobietami rodzi się nie tylko przyjaźń ale i niesamowita więź. 
Warto zobaczyć. Perypetie są nieprzeciętne. 

Trzeci film obejrzałam parę dni temu. Wywarł na mnie spore wrażenie. Myślałam że to jedna z tych kolejnych głupkowatych komedyjek. Jednak po tym filmie zaczęłam wiele rozmyślać i przemyślać. 
Tytuł; " Single od dziecka" 
Niesamowita opowieść o przyjaciołach, rodzinach i wielu przykrościach które spotykają zapracowane, przemęczone małżeństwa z dziećmi. 
Dwójka bardzo bliskich sobie przyjaciół (Jeniffer Westfeldt, Adam Scott) zapragnęli dziecka. Jej tykał zegar biologiczny a jemu pragnienie spełnienia marzenia.Nie chcą jednak być parą a już na pewno małżeństwem. Oboje są przerażeni tym co spotyka rodziców z dziećmi. Ale czy taki układ wypali?
Super, to jest mój hit na gorsze lub lepsze dni. 

Czasami takie filmy potrafią postawić na nogi. Jak ma się ciężki dzień a dziecko daje w kość, to fajnie obejrzeć coś takiego, gdzie wszystkie niepowodzenia które spotykają ciebie są przelane na duży ekran. 
 ............................................................................................................................................................... 

 A teraz z innej beczki. 
Mama dzisiaj zła, mama dzisiaj gryzie. Więc założyła kaganiec i zabrała dzieci do siostry.
Posiedziały, pogadały i pozałamywały ręce na ten Świat....
A w między czasie, ciocia zrobiła piękne zdjęcia...
Dzisiejszy dzień wyglądał tak:







Z pozdrowieniami dla Cioci, która była mega cierpliwa. Kacperro pozostawił po sobie dość duże burdelloo bum bumm.

piątek

Wyjść i nie zwariować???!!...

*
Tak sobie dzisiaj powspominam. 

Przypomniało mi się pierwsze wyjście z mężem, po porodzie KAcperra. 
Akurat trafiła się okazja, urodziny Nenkowego kolegi.
Wyzwanie zostało podjęte. Kacperek miał półtora miesiąca. 
I właśnie ten dzień zapamiętałam od początku do końca. Klatka po klatce - jak w filmie. 
I nie wiem, czy to było aż tak traumatyczne przeżycie dla mnie? Czy też może tak przyjemne?
Tak czy owak, w pamięci pozostało.

To był chłodny marzec. Mama wyszykowała się, wymalowała i ubrała jak na wybory miss świata. 
Z 50 razy patrzyłam w lustro przed wyjściem, aby upewnić się że wszytko jest zapięte na ostatni guzik. 
Późnym popołudniem przyszła moja Siostra, aby zająć się małym smrodkiem. Z lekka wystraszona malutkimi gabarytami Kacperra, ogarnęła organizację i podjęła się wyzwania. Z niepokojem powierzyłam jej skarb i zniknęliśmy z Tomasem za drzwiami.

Ze znajomymi spotkaliśmy się w umówionym miejscu. Jakieś 10min od domu. I zaczęło się...
Telefon sprawdzałam co raz. Smsa pisałam co 5min, dzwoniłam co godzinę.
Miałam nadzieje, że to wyjście będzie nieziemską zabawą, taki Kac Vegas, a okazało się Kac WaWa. 
I tak, jak tylko zamknęły się drzwi za nami, nasz mały synio postanowił zrobić prezent cioci, zapakowany w pampersa.
Jak dojechaliśmy ze znajomymi do klubu, nerwowo szukałam telefonu aby dowiedzieć się czy Siostra daje sobie radę. I oczywiście dawała sobie znakomicie, to tylko mama nie dawała sobie rady ze świadomością opuszczenia dziecka, na rzecz dobrej zabawy. 
W klubie okazało się, że już zapomniałam jaki tam panuje klimat. Ciemno, śmierdzi fajkami, denna muzyka i wieeeele ludzi. A do tego alkohol okazał się równie dużą klapą. I w głowie ciągłe...hymmm..co z moim synkiem???...Psuć mężowi zabawę i wracać do domu? Czy zostać jeszcze chwilkę i odreagować? 
Co tu robić, co tu robić? O telefon....żadnej informacji....może coś się stało? MOŻE COŚ SIĘ DZIEJE!? 
Patrze na Nenka i wiem, że nie mogę przerwać mu zabawy wśród znajomych, których tak dawno nie widział. Rozglądam się, widzę piękne kobiety, szczęśliwe, śmiejące się. Wszyscy dobrze się bawią a ja szaleje wewnętrznie i chcę wracać do domu!! Do dziecka!!
To oznaczało jedno, młodzieńcze życie skończyło się z dniem 24.02.2011. Nie potrafię się już dobrze bawić, nie sprawia mi to przyjemności. Chce siedzieć w domu z dzieckiem, z rodziną. 

Podobnie było jak wysłaliśmy malucha do żłobka. Mama poszła do pracy, tata też. 
Kiedy, pierwszego dnia zaprowadziłam malucha na zajęcia, myślałam że z szoku doznam zawału.
Puścił moją rękę i pobiegł do dzieci, nawet się nie obejrzał, nawet nie zapłakał.....nawet nie zatęsknił.
Serce się matce kraja na taki widok i zachowanie. 
Poszłam do domu. Sprzątałam, gotowałam i poprałam. Wszystko zrobione średnio w dwie godziny. Do pracy na 16 a tu dopiero 10. Co robić? Jest tak cicho, tak spokojnie. Spróbowałam zasnąć, odespać półtora roczne co pół godzinne wstawanie. Aleeeee się nie dało!! Może jakiś serial i gorąca kawa? Nic z tego. Głowa pełna myśli. Co z moim KAcperro. Czy zjadł? Czy spał? Mało nie oszalałam...

I tak źle, i tak nie dobrze. Co z nami Matkami jest nie tak? Z jednej strony, chciałybyśmy czasami odpocząć od tych rozwrzeszczanych bachorków a z drugiej, nie umiemy zorganizować sobie czasu bez nich. 

W kinie filmu obejrzeć się nie da, bo na telefon co 15min patrzymy. W pracy średnio skupione bo o dziecku myślimy. Na imprezie zabawa okazuje się do bani, bo co to za zabawa bez rodziny? 
Czy jeszcze się da wyjść samej? Odpocząć, ale tak naprawdę odpocząć? Nie wariować? A może my już jesteśmy wariatkami?  Jak wyjść i nie zwariować?!!

(...)Jed­nym z wa­runków ludzkiej wol­ności jest czas.
Mądrze go wy­korzys­tując uczy­my się wolności.
Tak wygląda nasza wol­ność, jak wygląda nasz czas.
Przy­naj­mniej po części... (...)