środa

Waga przeciw wadze...

 *
Tak jak pisałam w kąciku kulinarnym (tu), moją drugą pasją jest gotowanie.
Uwielbiam książki kucharskie, programy kulinarne i ogólne przebywanie w kuchni. Moje dalsze marzenia są związane z kuchnią, gotowaniem i pieczeniem. Jest wielu mistrzów kulinarnych, piekarzy i cukierników, których bardzo sobie cenie. Od światowych sław po zwykłych ludzi z pasją.

W mediach, szkołach, przedszkolach i w rozmowach między sobą wrze już od tematu przekarmionych dzieci i otyłości, ogólnie panującej w naszym społeczeństwie. Ponoć jesteśmy już na pierwszym miejscu. To pocieszające, że jednak w czymś jesteśmy tak dobrzy, że przebijamy wszystkie inne państwa, ale szczerze mówiąc, jednak wolałabym aby to była piłka nożna, no ale z tym wiadomo jak jest. 

Dlaczego łącze te dwa tematy ze sobą? Moją pasje i otyłość? 
Przypomniał mi się jeden z moich kulinarnych faworytów. Dzielnie walczył przeciwko złemu odżywianiu się przez dzieci Również walkę rozpoczął ze szkolnymi stołówkami i barami, jak i z samymi sprawcami otyłości u dzieci, czyli rodzicami. 
Miejsce Anglia, a mowa o Jamie Olivier. 
Kim jest Jamie? Biografia książkowa jest tu, ale ja powiem kilka słów własnych o nim. 
Jest to 38letni Brytyjczyk. Z zawodu kucharz i właściciel kilku restauracji. Promuje ekologiczne składniki i zdrową kuchnie. Kochający ojciec i mąż. Uwielbia zdjęcia i przypominać każdemu że jest dyslektykiem. Prowadzi bardzo dużo programów kulinarnych. Osobiście ubóstwiam każdy. W gotowanie wkłada "całego siebie", niemal przez telewizję można poczuć smak i zapach przyrządzanych potraw. 
Więc, oto ten przystojniak rozpętał wojnę ze stołówkowym żarciem szkolnym. Przerażała go ilość otyłych dzieci w Anglii i brak sprawności fizycznej u maluchów. Okazało się to jego największym wyzwaniem w życiu. "Jamie w szkolnej stołówce" był  przełomowym programem, który zwrócił uwagę Brytyjczyków na konieczność zmiany przyzwyczajeń żywieniowych dzieci. Oliver wydał walkę źle skomponowanym obiadom szkolnym, które mogą prowadzić do otyłości, a także niewłaściwym zachowaniom przy stole i szkodliwym nawykom, jak błyskawiczne pochłanianie tego, co ma się na talerzu. Z przerażeniem stwierdził, że większość angielskich dzieci nie ma pojęcia jak wyglądają nawet najprostsze warzywa. Jamie postanowił też walczyć ze "śmieciowym jedzeniem" - w jednej ze szkół na przykład uczniowie zjadają tygodniowo ćwierć tony frytek... Sympatyczny i popularny szef kuchni wywrócił kulinarne zwyczaje do góry nogami, postanowił przeszkolić panie przygotowujące szkolne posiłki i zmusić rząd do przyjęcia specjalnego programu. Udowodnił, że odpowiednie żywienie dzieci pomoże w przyszłości zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy, wydawanych m.in. na walkę ze skutkami otyłości.
Program ten ukazał również niewiedzę rodziców. W szybki i sprytny sposób chcieli nakarmić dzieci "śmieciowym jedzeniem", rodzice z braku czasu i chęci kupowali fast-foody i gotowe dania ociekające tłuszczem, chemią i innymi podejrzanymi składnikami. Rodzice nie zdawali, bądź nie chcieli zdawać sobie z tego sprawy, jak bardzo szkodzą dzieciom. Lekarze załamywali ręce, Jamie również. Skąd dziecko ma wiedzieć co to jest bakłażan jak w domu nigdy tego nie było. Warzywa były tylko w książkach, na obrazkach ale nigdy w domu. 
Program pokazał mi, że głównymi winowajcami tego stanu u dzieci są dorośli! Ich rodzice, dziadkowie, najbliżsi. 
Jednak, jak bardzo w tym różni się Polska od Anglii? A no mianowicie wcale a wcale. 
Moje spostrzeżenia są oparte latami doświadczeń. Pracowałam jako kelnerka w niejednym miejscu i wiele widziałam. Między innymi mamy, babcie, taty i dziadkowie, średnio dwa razy w tygodniu na pizzy, smażonym kurczaku, tłustym żarciu ogółem mówiąc. Robiąc zakupy w jednym z dużych sklepów, byłam świadkiem czegoś dla mnie przerażającego. Nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać? 
Tata z synem chodzą od półki do półki a Mama z koszykiem zasuwa po sklepie,  maluch nagle zatrzymał się przy brokułach i z krzykiem pyta:
 -TTTTAaaatooooo! A co to jest?
- To synku? To jest....widzisz...no nie wiem, zapytaj mamy, pewnie wie. 
- Maaammmmoooo! A co to jest! To zielone to...
- Kochanie to jest brokuł
- Taaatttoooo, a co to jest brokuł i co się z tym robi?
-Nie wiem, Mama wie. 
 
Serio? No całkiem serio...Ja zamarłam. Właśnie tak wygląda nasze młode społeczeństwo. Mały kochany pączek, który wie co to chipsy, fryty, Mc Donafld, Burdelking,  Cooopcacoola, itp. Ale nie ma pojęcia co to bakłażan, brokuł lub dynia. Wiele zależy od dorosłych, od rodziców i od miejsca gdzie przebywa nasze dziecko. Tak wiele od nas zależy.  To my musimy pokazać dziecku co jest zdrowe a co mu szkodzi. Jakie konsekwencje ponosi jedząc przeróżne świństewka, a co się dzieje w brzuszku jak zje coś zdrowego. Jeżeli do jadłospisu nie wprowadzimy zdrowych nawyków to skąd dziecko ma wiedzieć że coś jest dobre? 
 
 
Do dzieci w kuchni musiałam się przyzwyczaić. Moja mama robiła błąd. Jak tylko zaczynała gotować, to nikt nie miał prawa wejść do kuchni. Wszystkiego musiałam się uczyć sama. Ja zaciskam ząbki i chcę czerpać radość z tego że maluch chce zobaczyć co mama w garach robi, a to gdzieś pomieszać a to wody dolać bo za mało mama wlała. Coś przyprawić bardziej a coś schować.  Bierze krzesełko i czuwa nad moimi poczynaniami. Uczy się, patrzy i zapamiętuje.Mama tłumaczy i mówi co należy robić i w jakiej kolejności. I to jest ważne, a nóż w przyszłości zapamięta coś  i powie: - O to jest smaczne, robiłem tak z mamą!
Warzywa i owoce można podawać w bardzo wesołych formach. Jeżeli maluszek nie chce zjeść warzyw, to trzeba ruszyć fantazją i podać w innej formie. Kacperrro nie przepadał za warzywkami leżącymi od tak na talerzyku, to mama tartę zrobiła, i co? I zjada aż mu się uszy trzęsą. 
Pamiętajcie, to jak wasze dziecko wygląda i co je to zależy tylko od was. Od tego jakie nawyki z domu wyniesie!!. Amen..

Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:

"Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie koprze."

"Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!"

Rzecze na to kalarepka:
"Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"

Groch po brzuszku rzepę klepie:
"Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"

"Dzięki, dzięki, panie grochu,
Jakoś żyje się po trochu.

Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może."

"A to feler" -
Westchnął seler.

Burak stroni od cebuli,
A cebula doń się czuli:

"Mój Buraku, mój czerwony,
Czybyś nie chciał takiej żony?"

Burak tylko nos zatyka:
"Niech no pani prędzej zmyka,

Ja chcę żonę mieć buraczą,
Bo przy pani wszyscy płaczą."

"A to feler" -
Westchnął seler.

Naraz słychać głos fasoli:
"Gdzie się pani tu gramoli?!"

"Nie bądź dla mnie taka wielka" -
Odpowiada jej brukselka.

"Widzieliście, jaka krewka!" -
Zaperzyła się marchewka.

"Niech rozsądzi nas kapusta!"
"Co, kapusta?! Głowa pusta?!"

A kapusta rzecze smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,

Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!"

"A to feler" -
Westchnął seler.