niedziela

Polsko, gdzie jesteś?!...

Miejsce Polska, system samowolka
Cel to forsa - w tym tkwi sekret
Biorę co los da, życie made in Polska
To jest moje miejsce, bo kocham to miejsce

Kochana Polsko, dzięki za mądrość, choć idę pod prąd
Za ludźmi, którzy nazbyt zaufali pieniądzom
Hańbiąc Twoje godło na bankietach z pompą
Czekam na dzień, w którym bez stresu spojrzę w bloku okno
Niepokój z troską szczęście zastąpi, choć śmiem w to wątpić
Wierzę. że los, który wartości skąpił
W końcu sam siebie wykończy, oddając to, co nasze
Wiesz, że każdy z nas ma patent by nie stać się Judaszem
Wśród frajerów, kreowanych przez prasę na zbawców
Bohaterstwo miernikiem sejmowych wynalazków
Polsko, to jest bagno zwane rzeczywistością
Spróbuj mnie odciąć, bym mógł cieszyć się wolnością
To brzmi słodko jak Wedel, gdzie Eden
Choć pod tym sam niebem nie każdemu Bóg przyświeca
Poczuj prawdę, która osiada na powiekach
To jest o miłości, której nie zmierzysz w monetach 

(O.S.T.R. - kochana Polsko)


*
Kiedyś, jak by ktoś mnie zapytał czy warto mieć dziecko w tych czasach i jaki jest koszt jego utrzymania, odpowiedziała bym że warto. A koszt? No cóż, ciuszki dostajesz od rodziny, na początku karmisz piersią, w sumie, jedynie wydajesz pieniądze na pieluchy i chusteczki mokre. 

Z biegiem czasu, widzę jak bardzo mogłam się mylić. Jak dużego problemu mogłam narobić, takim niby to zwykłym zdaniem. Zastanawiam się, jak to jest możliwe że od 3 może 2 lat, kraj w którym mieszkam, mógł się tak diametralnie zmienić. Ale czy na pewno to kraj się zmienił? Czy ja dojrzałam i zaczęłam widzieć więcej? Więcej zaczęło się mnie tyczyć, jako matki, jako żony, jako obywatela?. 
Zacznę od kosztów utrzymania, na dany moment mojej kochanej dwójeczki. W domu pracuję tylko Tomas. Nie ma go dniami, czasami się zdarzy że i nocami. Niekiedy również i w weekendy. Sumując w domu bywa raz, no może dwa razy w tygodniu. I niema, że sobota czy niedziela, jak jest praca to są pieniążki więc piątek, świątek czy niedziela, pracować trzeba. Do ręki dostaje ok. 2tys. 
Na utrzymaniu jestem ja, Kacperro, Bułeczka, koteczek, pieseczek, samochód i dość spory dom. 
Bułeczka codziennie zjada całe opakowanie kaszki, nie chce pić mleczka modyfikowanego bo za rzadkie. Od czasu do czasu, kiedy już wybitnie obiad nie jest dostosowany do jej brzuszka (8m), to potrzebny jest słoiczek, albo warzywka z mięskiem, specjalnie dla niej. Na śniadanko dostaje jogurcik albo serek, no i popija herbatkę dla maluszka w jej wieku. Pampersy kupujemy w Rossmanie albo Biedronce. 46szt. wystarczy tak na połowę, może mniej miesiąca i do tego mokre chusteczki. Kupujemy je przeważnie w 3opakowaniach. Ubranka odkupione od znajomych, kocyki - prezenty. Zabawki wszelkiego rodzaju no wiadomo, a to dziadek, a to babcia. Mebelki przechodzą, czyli jak ktoś ma to daje i jak już dzieciaczek wyrośnie to śmiga takie łóżeczko dalej. Szczepienia raz w miesiącu, koszt ok.100 /200zł, bez dodatkowych szczepień. A jeszcze, witaminy i "pierdołki ", których nie ma sensu wymieniać a też kosztują. 
Z Kacperro troszkę mniej Zachodu. Zjada już to co my. Pije syropek z wodą rozcieńczany. Do śniadanka musowo musi być drożdżówka i jogurt. Kwestia pampersów, już zapomniana. Załatwia się do nocniczka. Mleka modyfikowanego nie pije, a na mleko normalne dostał uczulenia więc dajemy mu w bardzo małych ilościach. Szczepienia po drugim roku życia są zakończone. Ubranka dostajemy, z bucikami różnie bywa, wiadomo nóżka w tym wieku rośnie z dnia na dzień, więc czasami dostajemy a czasami musimy kupić sami. Zwierzątka od czasu do czasu jakaś karma sucha, i reszteczki z obiadku. Czasami wizyta u weterynarza. Ja z mężem to już inna bajka. Jedzenie, chemia domowa, picie, jakieś kosmetyki i od czasu do czasu małe przyjemnostki. Do tego dochodzą jeszcze rachunki, raty itp. 
Czy od 1 do 1 nam wystarcza? Jasne że nie. Nie ma takiej siły żeby wystarczało. Oszczędzaliśmy, rezygnowaliśmy z wielu rzeczy, a i tak brakowało. Dobrze mieć kogoś kto jest w stanie nam dopomóc. Ale chciało by się samemu jakoś dociągnąć i nie prosić rodziny o wsparcie. 
Teraz jest ciężko a co będzie za parę lat? A przedszkole,szkoła? 
Znaleźć pracę w tych czasach, graniczy z cudem. Wiele ludzi trzyma się swojej pracy mimo że jej nie lubi, ale Bogu dziękuję że ją ma. Pracodawcy coraz bardziej kombinują jak tu tylko umowy o pracę nie dać i zastąpić ją czymś innym. Czymś mniej korzystnym dla nas, a bardziej opłacalnym dla nich. 
Jeżeli oczekujesz pomocy od Państwa, to popukaj się w czoło.
Kiedyś poszłam dowiadywać się o dotację w sprawie węgla. Przy biurku siedziały trzy panie i spoglądały w komputer, śmiejąc się radośnie. Kiedy już mnie zobaczyły, z wielkim wysiłkiem zapytała jedna z nich czego chcę. I wiecie co usłyszałam? 
- Pani nie wygląda na taką co by tych pieniędzy potrzebowała! Za dobrze Pani wygląda i za fajnie jest Pani ubrana.
Pozostawię to bez komentarza, lub do waszych własnych przemyśleń.
 
W mediach słyszę co chwilę przerażające wołanie do społeczeństwa, w związku z tym że panuje niż demograficzny. Że w przyszłości, zabraknie emerytur, z naszych obliczeń wynika że akurat padnie na mnie albo Tomasa. Coraz mniej rodzin chce dzieci, coraz mniej ludzi zakłada rodziny, jest coraz więcej rozwodów. I wierzcie mi lub nie, ja się w cale nie dziwię. 
Co to za kraj, który zamiast pomagać to dolewa się oliwy do ognia? Albo stoi w miejscu i nie chce słuchać obywatela?
Podam fajny(jak dla mnie) fragment wywiadu, prowadzonego między pisarką, feministką - Ingą Iwasiłów a gazetą " Zwierciadło".
(...) "Od 20, 30 lat z koleżankami feministkami stoimy
pod tym samym transparentem, wciąż te same hasła, 
nadal aktualne.Nowe osoby pod transparentem, nowi przeciwnicy w kontrpochodzie,
a retoryka antyrównościowa ta sama, oparta na szyderstwie.
Czy więc jesteśmy wyjątkowo wytrwałe, czy świat wyjątkowo zaskorupiały?...
Czy bycie osobą domagającą się uwagi dla swojego punktu widzenia
jest dobre? Czy nie byłoby milej usiąść na kanapie i poczekać na załatwienie
spraw przez kogoś innego?

Coraz więcej absurdu widzę w działaniu naszych władz. Przytoczę tu bardzo głośne ostatnio sprawy, chłopca z nadwagą i mamy z depresją. 
Chłopiec ma 5lat, mieszka z babcią i waży coś około 30kg. Jest pod stałą opieką lekarza, dziadkowie chcą maluchowi pomóc więc robią badania, aż tu naglę zjawia się urzędniczka państwowa i postanawia odebrać chłopca prawnym opiekunom bo "jest spaśnienty jak świnia"... I to jest pomoc ze strony Państwa Polskiego?! Dziecko lubi jeść, nie wiadomo czy nie choruję bo właśnie ma robione badania, ale skoro jest "utuczone" to zabierzmy go od osób które kocha, bo źle robi jedząc. I w tym momencie niszczona jest psychika dziecka, dziadków i bliskich rodziny. A wystarczyło by zapisać malucha na piłkę i basen. Czy w ten sposób nie da się POLSKO pomóc? Wystarczy opłacić dzieciakowi karnet, zrobić prezent. Co to jest, zrzucić 5kg przy piłce i basenie? Ale nie, lepiej zniszczyć życie dziecku i dziadkom, lepiej dla niego będzie odebrać go od ukochanych i zrobić blokadę psychiczną przed jedzeniem. 
Dziękuję wam media, za to że nagłaśniacie te sprawę. Dziękuję, bo wiele ludzi którzy planowali dziecko właśnie porządnie się nad tym zastanowią, bo nie daj boże ich maluch urodzi się z nadwagą i to będzie powód aby im go odebrać.
Kolejny absurd to biedna kobieta z depresją i czwórką dzieciaczków. Według PAŃSTWA jest okropną matką i należy odebrać jej dzieci. A ja się pytam tak szczerzę, każdego z osobna, kto z was tej depresji nie ma?! Kogo nie dołuje brak kasy, brak żłobków, przedszkoli, ogólny brak...
Powiem wam że niekiedy aż się boję cokolwiek pisać w postach, lub na FB. Mój sposób wychowywania dziecka jest oparty na próbie prób i błędów. Czasami jak nie wytrzymam i już jestem w rozpaczy, to dam tego klapsa w tyłek, ale czy zaraz ktoś nie przyjdzie mi odebrać moich pociech bo źle się nimi zajmuję? Bo KAcperek jest drobnym dzieckiem i pomimo wielu badań które wyszły perfekcyjnie, zostanie odebrany bo jest za chudy? Bo Bułka zsunęła się z łóżka i upadła na dywan kiedy to ja byłam w toalecie. Nie przeraża was to? 
Za 2tysiące złotych utrzymać 4osobową rodzinę, dom i zwierzaki. Chcąc pomocy od Państwa zostajesz wyśmiana w twarz. 
Ale panuję niż demograficzny, więc rozmnażajmy się... róbmy błędne koło...w końcu historia lubi się powtarzać. 

To nie karnawał, ale tańczyć z nią chcę
Znam ją 30 lat, ale wciąż niewiele wiem
Wiele serc bije dla niej, wiele w niej
Do szaleństwa zakochane wszystko zrobić są w stanie
Dzień wstaje, nową nadzieją nad jej brzegiem
Za rękę przed siebie choć czasem jej nie poznaję
To nie matka ale wzięła mnie w opiekę
Pokazała mi emocje, nauczyła być człowiekiem
I może kiedyś będę musiał wszystko oddać
Los zada pytanie: „Staniesz przy niej czy ją poddasz?”
Jedna z jej lekcji była o wierności
Tej ostatecznej do ostatniej krwi kropli
Bywam okropny dla niej, często się wściekam
Bywam obojętny, chciałbym tylko ją odwiedzać
Tak od święta, wyjechać jak inni to robią
Nie umiałbym jej zostawić, proszę nie pytaj mnie o nią 
I nie pytaj mnie o nią, znasz ją doskonale
Nie pytaj co Tobie da, lecz co Ty możesz zrobić dla niej
Codziennie w innym stanie ją spotykasz
Lecz czujesz tylko dumę, gdy ktoś o nią Cię zapyta. 
( Eldo - Nie pytaj o nią...) 

Dziś bez zdjęć, dziś do przemyślenia, do zobaczenia.