niedziela

Idzie raczek nieboraczek...Progres vs. Regres - rodzeństwo.

*
Raczkowanie - zaczyna się około 9m życia, ale że każde dziecko jest indywidualistą to może się okazać, że maluch raczkuje wcześniej albo później. Polega ono na wykonywaniu tzw. ruchów naprzemiennych (prawa rączka - lewa nóżka i na odwrót), które wzmacniają kręgosłup i mięśnie całego ciała.Ten sposób przemieszczenia się stanowi również świetny trening dla mózgu malucha. Ponadto raczkujący maluch uczy się również orientacji w terenie, zaczyna prawidłowo oceniać odległość i ćwiczy zmysł równowagi. Dlatego zachęcaj do raczkowania, ale nigdy nie zmuszaj...


  
                                            Powyższy tekst o raczkowaniu jest typowo książkowy, ja mam własny. Chyba jak każda Mama, tworzę własny słownik.Więc, co chodzenie na czworaka w wykonaniu Bułeczki oznacza dla mnie? A mianowicie, jest to nienaumyślna, ciągła i podkreślam słowo ciągła, próba samobójcza.  Sprawdzanie jak się spada z łóżka, kanapy, czy też innych powierzchni wyższych od podłoża. Obijanie o wszystkie meble swojej kochanej główki i łapanie do rączek wszystkiego co obecnie znajduje się na podłodze: but, pies, kot, zabawka, lub jakaś ciekawie wyglądająca plama na dywanie. Zdzieranie, rajstopek, spodenek, geterek, kolanek i rączek. Jest to niskopodłogowe zium, zium... Co oznacza zium, zium?
 Mama kładzie dziecko na kocyk, który znajduje się na dywanie i kiedy tylko się odwróci to dziecko znajduje się pod kredensem, lub innym meblem, pięć metrów dalej. Jak rozpoznać gdzie znajduje się ów Bąbel? Idąc śladami śliny, które pozostawia na podłodze niczym ślimaczek na trawie. 
Jest to czas kiedy Mama doznaje zawału średnio od 2 do 3 razy w ciągu dnia. Ale przy tym bardzo się raduje, że dzieciątko dorasta i zdrowo się rozwija.

Mąż ostatnio powiedział, że zachowuję się jak typowa matka trzymająca swoje dziecko pod kloszem.
Wywnioskował to po tym, jak zaczęłam krzyczeć aby zabrał Bułkę z parkietu na dywan. 
Bo się dziecko poobija! 
Czyli jestem nadopiekuńcza? Mam manię obrony własnego dziecka przed złem tego świata, bądź twardej podłogi? No cóż. końcem końców została tam gdzie tata kazał.

Tylko patrzeć aż Bułeczka zacznie biegać, a mama będzie sobie wyrywała włosy z głowy bo nie nadąży ani za nią, ani za Kacperro. Oczywiście jako dziecko rodziców w gorącej wodzie kąpanych, już jej się powoli przemieszczanie na kolankach przestaje podobać. Alutka zaczyna opierać się o wszystko co może chwycić i wykonuję swój zabawny taniec ciałka, tak zwane. gibajło i łup na pupę. 
W euforii mej radości z dojrzewającego dziecia, pozostaje moment strachu o czworonożne stworzenia. 
Jak Bułka dorwie kotka, to uuuuu....jest z czego futerko robić. 
Tak więc zaczął się czas trudny, gdyż mama musi dorobić się oko z tyłu głowy aby to wszystko ogarnąć i pozbierać do kupy.

W tym wszystkim jest i nasz mały agencik. Agent demolka, per. Kacperro.
U Niego właśnie nadszedł czas progresu i regresu. Bardziej tego drugiego niż pierwszego, ale najpierw trzeba upaść aby nauczyć się dobrze wstawać. 
Od początku, dla tych co nie wiedzą:
Progres- inaczej mówiąc, jest to postęp, rozwój.
Regres- powrót do zachowania charakterystycznego dla wcześniejszego okresu rozwojowego. 

Kiedyś miałam straszny sen.Obudziłam się z okropnym dudnieniem serca. Śnił mi się synek, malutki, kochany. Nie pamiętając już co dokładnie się działo, zapamiętałam jednak dość dobrze fakt że Kacperro umierał. 
Tego samego dnia opowiedziałam sen Teściowej, i wyjaśniła mi że nie patrząc na to iż sen tak naprawdę był koszmarem, oznacza coś dobrego. Oznacza, że zaczęłam dostrzegać rozwój i dojrzewanie swojego malucha. 
Są postępy ale jest i parę kroczków w tył. 
Kacperek zauważył, że siostrzyczka coraz mniej, albo wcale nie śpi, a coraz to częściej przebywa w naszym gronie. Powiem wam szczerze, że właśnie tego się obawiałam. 
Ponoć, najpiękniejszy prezent jaki możesz dać swojemu dziecku, to rodzeństwo. 
(Mogę teraz wam opisać moje spostrzeżenia, bo wnioski, wyciągnę za parę lub paręnaście lat.)
Na dany moment, synek jest zdania że taki prezent to on chromoli. Zabiera mu zabawki! A tak przecież nie można. Krzyczy i piszczy głośniej od niego! A tak nie można. Częściej jest na rękach u rodziców! A to zbrodnia karalna. Mama nie krzyczy jak dorwie kota! A na mnie głos podnosi. 
A zabierajcie taki prezent i koniec!
Pragnąc być w centrum uwagi i miłości rodzicielskiej, synek zaczął etap regresu. 
Ją karmicie?! Co z tego że już od dawna sam jadłem? A dawać mnie na kolana i tu...do buzi..pakować am, am! Co z tego że słuchałem się Mamy i Nenka, jak teraz nie muszę, a mówcie co chcecie i tak tego nie zrobię! Skoro Ona może męczyć zwierzątka to i ja! A bo czemu nie?! 
Bułka spać nie chce? To ja też, a co! itp...itd.

Pamiętam, jak to było ze mną i moją siostrą. Jako maluchy, byłyśmy nierozłączne. Ja zmieniałam jej pieluchy i ją ubierałam. To nic że efekt końcowy był opłakany, ale się starałam. Czasami pokazywałam gdzie nocniczek i woziłam na barana. Troszczyłam się i doceniałam że mam rodzeństwo. A różnica wieku jest taka sama jak u moich maluchów, 2 lata. Faktem jest, że w którymś momencie bańka mydlana pękła. I jedna drugą by na pchlim targu za 5zł sprzedała. Ale na nowo połączyły nas między innymi dzieci. 

Jak chyba każda Mama, chciała bym aby moje maluchy doceniały to kogo mają i co mają. Mam nadzieję, że i na to wkrótce przyjdzie czas. Że KAcperro sam z chęcią da jej samochodzik, a nie po głowie. Że będzie chciał pokazać siostrze jak jeść, chodzić i psocić. Oczekuje tego dnia...z niecierpliwością...


Więcej na temat raczkowania tutaj. 
(...) Rodzeństwo.
Choćbyśmy nie wiem, jak bar­dzo so­bie dokuczali...
Gdy przyj­dzie niebez­pie­czeństwo jed­no dru­giego nie poz­wo­li skrzywdzić...
Do­kuczać możemy so­bie wza­jem­nie, ale in­ni nie mogą,
Bo nie kochają nas tak jak my siebie nawzajem...
I w tym tkwi nasza siła. (...)