czwartek

zmienny, zmienna i tak niezmiennie...

związek – powiązanie, odzwierciedlenie reakcji między dwoma bądź większą liczbą podmiotów, przedmiotów, obiektów itp. →

 * 
Wchodząc w związek partnerski, na początku obiecujemy sobie że będziemy kochać tę drugą osobę taką jaka jest. Bez zmiennie z wadami i zaletami. Mówimy sobie, że nie popełnimy wcześniejszych błędów i za nic nie będziemy zmieniać ukochanej osoby. Ale czy tak jest? Nie wydaje wam się, że związek właśnie ciągnie za sobą dokładnie taką konsekwencję? Siłą wyższą zaczynamy się zmieniać pod wpływem drugiej osoby. Zaczynamy lubić rzeczy, wcześniej przez nas nielubiane. Dostosowujemy charakter do  ukochanej/ukochanego. Wcześniej byliśmy uparci i za wszelką cenę dążyliśmy do danego celu, uwielbialiśmy czekoladę gorzką i piliśmy herbatę zieloną.  
A teraz? A teraz wygląda to tak, ustępujemy w niektórych sytuacjach, cele zaczynają się zmieniać bo może coś nie odpowiadać miłości naszego życia, nie wspomnę już że czekolada gorzka zmienia się w mleczną a zielona herbata w czarną.
 I czy to nadal jesteśmy my? Czy przez te ustępstwa, przypadkiem nie stajemy się zupełnie kimś innym? Zobaczcie jak nasze charaktery, przyzwyczajenia i styl bycia zmienia partnera. Już nie może rzucać ciuchów gdzie popadnie, jak robił/ robiła to wcześniej. Nie może jechać samochodem z prędkością 220km/h, szaleć po nocach czy tatuować się bez opamiętania.
Otwierając drzwi partnerstwa, zostawiamy za nimi siebie. Wchodząc do tego "pomieszczenia", przechodzimy transformację. 
Warto było by zostawić coś tylko dla siebie Gorzką czekoladę a może zieloną herbatę?
Nie ważne co, ale ważne aby było to tylko wasze i określało was, bez zmiennie, bez naruszania tego przez ukochaną/ukochanego. 

[...] "Stwórz zdro­wy związek w dzi­siej­szych cza­sach, a dos­ta­niesz me­dal od włas­ne­go serca. "

*
A jak mi minęły ostatnie dni?
Co tu dużo mówić, pogoda nam nie sprzyja. Pada, burza i wiatr, przez co siedzimy w domku i nie wychodzimy na dworek. Bułeczka ma teraz same kryzysy, w dzień i w noc. Swędzą ją dziąsła, co głośno i wyraźnie okazuję. Kacperro przechodzi okres buntu i pokochał słowo "NIE!!!'', ale są też małe sukcesy.
Odeszliśmy od pampersów...huraaa!! Lulu bawi się w przekopywanie podwórka, chyba szuka skarbu, trzymam kciuki a nóż znajdzie. A ja siedzę z przerażeniem w oczach i czekam aż nadejdzie 14 Lipca, czekają mnie chrzciny, które sama muszę przygotować. Do tego bierze mnie jakaś deprecha. Nigdy nie lubiłam wygrzewać się na słońcu, kocham zimę a nie lato, ale powiem wam szczerze, brakuje mi słońca!!Chcę się opalać, pomijając fakt że na to nigdy nie mam czasu lecz podczas zabawy z maluchami jakieś tam promienie mnie złapią.  
Strajkować zaczęła lodówka z pralką, lodóweczkę kochany małżonek naprawił więc czekamy na kolejny atak protestu, natomiast pralka strajkuje równo. Co tu się dziwić, ja też bym padła jak bym miała jednego dnia zrobić 4 prania. Dzieci i mąż( mechanik) w zadziwiający sposób potrafią zapełnić kosze na brudne ciuchy. To trwa przeważnie od 12 do 24 godzin. 
Dziś z rana Kacperro zaskoczył mnie małym "Tea party", w życiu nie sądziłam że chłopczyk będzie chciał się bawić w herbatkę i ciasteczka. Grzecznie nalewał piciu w słoiczki i podawał mówiąc przy tym " Plosie, mniam, mmniam...". Taki mały gest a jak miły i rozładowujący.
 Cóż radość miała swój koniec, kiedy to Pan K. postanowił wszystko porozlewać.  Ostatnio myślałam też o sobie, jakoś nie mogę odnaleźć w niczym siebie. Postanowiłam wrócić do malowania, na tyle ile mi czas pozwoli, chciałabym robić coś jeszcze, ale na to przyjdzie swój moment, na razie muszę się cieszyć z tego co mam, doceniać, pielęgnować i nie zakłócać tej harmonii, jaka kol wiek ona by nie była.
Życzę wam dużo Słonka i ciepełka...do zobaczenia wkrótce...

[...]"Proszę, poczęstuj się winem - rzekł bardzo grzecznie Szarak Bez Piątej Klepki. Alicja spojrzała na stół, ale nie zauważyła na nim nic prócz herbaty. Powiedziała więc: - Nie widzę tu żadnego wina. - Bo go wcale nie ma - rzekł Szarak.”