poniedziałek

samobójsto, gwałt i aborcja...

*


Jakiś czas temu zagościła u mnie w domu Pani Agnieszka Olejnik. 
Opowiedziała mi niezwykłą historię. Obudziła wspomnienia, uczucia i pragnienia. 
Już dawno nikt we mnie nie pozostawił po sobie takiego niedosytu. 
Z pewnością wiem, że chcę więcej...



Od Wydawnictwa Literackiego otrzymałam możliwość przeczytania współczesnej powieści obyczajowej, autorstwa Pani A.Olejnik.
Z początku sceptycznie podeszłam do tematu z myślą, że będzie to kolejne romansidło o nastolatkach i ich błahych problemach. Tak bardzo się myliłam. 
310 stron pochłonęłam niemalże jednego dnia. Przeczytałam jednym tchem, od deski do deski. 
Prawdziwa, wzruszająca i emocjonalna książka. 
Już w pierwszych rozdziałach zalał mnie potok łez. Wspomnienia o pierwszej miłości i podstawowych z nią związanych problemach, wzbudziły wiele emocji. Pierwszy chłopak, pierwsze pocałunki, odkrywanie znaczenia romantyczności i miłości. Każdy z nas posiada takie chwile i z pewnością wryły się w naszą pamięć. 
Dwoje nastolatków musi zmierzyć się ze swoimi uczuciami, stawić czoła przeciwnościom losu i niesamowitemu zbiegowi okoliczności. Poruszone zostały tematy ciężkie i w pewien sposób związane z każdym z nas.
W książce opisane są relacje rodzinne, które nie zawsze są łatwe i przyjemne, wręcz mogą się okazać niezwykle problematyczne, odbijające się na relacjach z otoczeniem i niosące ciągłe konsekwencje w przyszłości. Rewelacyjnie opisane zmagania nastolatków z otaczającym ich światem, z jego niesprawiedliwością i trudnością. 
Ukazana zostaje również łatwość w podejmowaniu ostatecznych decyzji, mam tu na myśli aborcję. 
Z jaką prostotą można znaleźć dostępne środki i wsparcie. 
Wsparcie, to słowo jest przesiąknięte wręcz tą książką. Wsparcie, przyjaciele i na końcu rodzina. 


Dla kogo została napisana ta książka? 
Myślę, że dla każdego z nas. Dla matki, nastolatki, żony, nastolatka, męża, faceta i kobiety. Ta książka jest dla każdego. Jestem wręcz pewna, że i w kobiecie jak i w mężczyźnie wywoła ogrom emocji i pozostawi tak jak i mi niedosyt, pragnienie kontynuacji tej historii. 

Pierwsze sto stron autorka pokazała swojemu najstarszemu synowi. Kiedy przeczytał powiedział :
" Jest świetna. Cholernie prawdziwa, ludzka.
Smutna, ale podnosząca na duchu. Wyjątkowa. To nie jest powieść,
to jest jak zeszyt zostawiony po kimś." 

Lepiej bym tego nie ujęła. W tych kilku zdaniach jest wszystko to, co znaleźć można w książce "Zbłądziłam". 
Rekomendację wystawiła również Pani Ewa Woydyłło.  

Myślałam, że tylko przejrzę książkę. Tymczasem, przeczytałam do ostatniej strony.


Najczęstszym zmartwieniem rodziców jest dziś brak szczerych rozmów z dorastającymi dziećmi. "Moja córka nic o sobie nie mówi. Mój syn żyje w swoim świecie, o którym ja nic nie wiem" - skarży się wiele matek, wielu ojców.

W tej powieści nastolatki mówią o sobie, zwierzają się, odkrywają sekrety duszy i ciała. Chociaż Majka, Alek, Mateusz nie są naszymi dziećmi, dowiadujemy się, co myśli, czuje, przeżywa niejeden nasz syn, niejedna córka.

Mocne. Prawdziwe. Na szczęście to tylko zajrzenie przez dziurkę od klucza w życie powieściowych nastolatków, którym przytrafiły się straszne traumy.  Poza tym wycinkowym polem widzenia jest też spokojne, nieburzliwe dorastanie. Dramatów na zapas nie należy się bać…ale poznać je warto.


Główna bohaterka znalazła się na skraju dróg, zbłądziła. Czy odnalazła swoją drogę? Czy jej decyzję okazały się słuszne i właściwe?
Po ostatnią stronę jesteśmy trzymani w niepewności. Każdy z nas popełnia błędy, każdy z nas musi z tymi błędami żyć. A jakie to będzie życie? 
Polecam każdemu.