niedziela

Pod kloszem z futra najlepiej!!!

*
(zdjęcie pochodzi z http://www.calendar-updates.com/info/holidays/us/winter.aspx)

 
Zaczynają się przymrozki. Trawa robi się biała i w nos zaczyna szczypać. 
Zima przychodzi, to już wiemy. 
A w raz z nią, porządki w szafie i garderobie dziecięcej.

No właśnie, jak tu się ubrać?
Najlepiej nie za ciepło, bo zanim wyjdziemy to już będziemy mokrzy. Nie za lekko, bo zaraz zmarzniemy i przeziębienie gotowe!. Z przyjściem zimy, stajemy się głupi jeśli chodzi o dobór garderoby.


Chodząc po galeriach, supermarketach, sklepach czy innych tym podobnych miejscach, jestem świadkiem sytuacji beznadziejnych. 
Sama nie wiem jak reagować. Nagle czuje się taka malutka i bezradna, a dziecko cierpi.
Rodziny poubierane, grubo, futrzasto, warstwo, jak na listopad/grudzień przystało. Czapa jest, szalik też a i o rękawiczkach i butach w stylu emu nie zapominajmy. Na dwór w sam raz, a jak wchodzimy do budynku gdzie ciepło wita nas u progu, zaczynamy stopniowo się rozpuszczać. 
Co robi dorosły i nastolatek?
Powoli ściąga warstwy, jak cebula. Rozpinamy płaszcz, ściągamy czapkę i szalik, żyć się da. Zmiany temperatur nie odczuwamy.  Jest ciepło, jest i super.

A co robi dziecko?
No właśnie jest taka grupa rodziców co w serdecznym poważaniu mają swoje pociechy, bo dla takiego "rodzica" najważniejsze są zakupy, albo szybkie dążenie do celu. Za wszelką cenę. 
Sam w łapie trzyma odzienie wierzchnie a biedne dziecię, starające się dotrzymać kroku pędzącemu opiekunowi ma cały czas na sobie całą cebulkę.
Przed chwilą maleństwo było na zimnym dworze a teraz znajduje się w ogrzewanym pomieszczeniu. Gwarantując dziecku parówkę idealną. Po około 10 minutach  leje się pot i łzy. 
Dziecko staje się marudne, płaczliwe i zdesperowane. Krzyczy i błaga o chwile uwagi, a rodzic dalej leci i drze się na to dziecko, aby w końcu zamknęło buzie. 
W efekcie mamy przegrzanie, a na całym ciałku rozsiane potówki. 
Końcem końców po około tygodniu mamy w domu chorubsko! I ciekawe skąd?!
No w jaki sposób się zaraziło?!

Często, takie zjawisko można zaobserwować w second handach. Matki oddane szałowi zakupów, ciuchów i poszukiwań idealnych rzeczy. A dzieciaczki ścieśnione w kącie w tych swoich warstwach, czerwone poliki, smutne minki i wzrok podążający za mamą.
Dokładnie taką akcję widziałam. 

Dziewuszka miała około 6/7latek. Gruba kurtka zimowa, kozaczki ocieplane, owinięta szalem wełnianym po same uszy i czapa naciągnięta na oczy. Stała i płakała. Tłumaczyła mamie, że jej gorąco, że chce już wyjść, że ma już dosyć. Mama natomiast odwrócona do dziecka plecami, pitoliła z koleżanką szukając ciuchów. 
Chciałam podejść i dosłownie dać tej babie w twarz!  Ale niestety była dość potężnych rozmiarów i jak by jej przyszło do głowy mi oddać, myślę że w domu znalazłabym się w dość szybkim tempie.
Poczułam się bezradna, było mi przykro. 

Zawsze taki schemat powtarza się w szale zakupów świątecznych. Dziecko w koszyk i lu po zakupy z lista przyklejoną do czubka nosa. 
Proszę zważajcie na zmianę temperatur. Na to że dziecko odczuwa ją tak samo jak dorosły. Ty ściągasz kurtkę to zapytaj czy mu nie gorąco i może chce się rozebrać?!
Jest taka zasada, którą pediatrzy, położne i lekarze znajdujący się na oddziale dziecięcym powtarzali do znudzenia. Zawsze zakładaj dziecku jedną warstwę więcej, tzn. sweterek grubszy od twojego, podkoszulkę, może grubsze spodnie. Nie przesadzajcie!! 



I pytanie do was.
Jak jesteście świadkami takiej sytuacji jak ja, to w jaki sposób zwrócić uwagę rodzicom? 
Grzecznie powiedzieć; Czy nie uważa Pani/Pan, że dziecku może być za gorąco? 
Czy macie jakiś inny pomysł?