piątek

Dzieci z pasją...

*
Zjadacie czekoladę, w pośpiechu, siedząc przed telewizorem, czytając książkę lub popijając ją czymś ciepłym, zimnym. Zjadacie i myślicie smaczna, niesmaczna. Sięgacie po kolejny kawałek, lub nie.

Na śniadanie do kanapki dodajecie pomidora. Taki o pomidorek. Jecie, smakuje i dalej do przodu. 

Widzicie karton, zwykły taki. Nic wielkiego. Papierowy karton, pudło. Przechodzicie obojętnie obok, bierzecie na spalenie, wyrzucacie. Nie przykładacie do niego większej uwagi.

Czym jest pasja?
Pasja, jest to silne zainteresowanie, zamiłowanie. 
W przypadku dzieci, ja bym powiedziała że pasja to magia.
Są to dziecięce czary, którym rodzic przygląda się z niedowierzaniem.

*
Kocham, po prostu kocham się przyglądać dziecku kiedy coś je, czymś się bawi. 
Jak odkrywa rzeczy na nowo, poznaje smaki, kształty, zapachy.
Uwielbiam na to patrzeć, ponieważ dziecko potrafi obudzić nowe doznania na dane rzeczy. 
Nieważne czy to moje czy twoje dzieciątko. Zauważyłam, że każde z dzieci potrafi czarować.
Tą umiejętność tracimy chyba gdzieś w wieku nastoletnim. Przestajemy zwracać uwagę na szczegóły które dla malucha są najważniejsze. I jak już masz takiego bobasa w domu, zauważasz to na nowo. 

Kiedy taka magia się rodzi i jak się objawia??
Daj dziecku kawałek pomidorka, sera żółtego, herbatnika, czy coś co po prostu lubi.
Zobacz, przyjrzyj się dokładnie ile uśmiechu, siły, złości ale i radości wkłada w zjedzenie tego. 
Rozciera po całej buzi, czasami nawet po całym ciele, taki smakołyk. Krzyczy i piszczy. Złości się jak trafić do buźki nie może. Setki min robi w trakcie smakowania. To jest właśnie ta magia, pasja. Te emocje wkładane no np. w tego właśnie pomidorka. Zjada go z zamiłowaniem. 

Czasami jest to klocek, maskotka, but Mamy albo Taty. Wkłada do rączki, ogląda, gryzie, liże, obślini aż ciec z tego będzie. I znowu cieszy się, piszczy, krzyczy, raduje, wariuje. Potrafi też się złościć, rzucić, wściec się, bo coś z tą rzeczą jest nie tak. Mała albo duża rzecz. Mała, czy duża nieważne. Ważne ile emocji, ile czasu temu poświęca i jak wspaniale można się tym czarom przyglądać. 

Chciałabym w pomidorku, serku, klocku, czekoladzie widzieć to co widzą dzieci. 
Czynić z tym bez skrępowania i zbędnych komentarzy to co czynią i one.
Zjeść z taką pasją i emocjami jakieś danie. 
A niech i podłoga zje, ubranko, włoski.
Makaronik za uchem, oznacza że smakowało. 
Ślady długopisu na ścianie, że twórczość poniosła i że kartki było mało. 
Gazeta podarta na kawałeczki, porozrzucane po całym domu. Ciekawe wydanie musiało być, kolorowe. Widzieliście ile emocji jest w darciu tej gazety. Ile abrakadabra wypowiedziane? 

Mówimy że w czary się nie wieży, że magia nie istnieje. 
Ale czy na pewno? Bo jak inaczej nazwać to co maluchy są w stanie nam pokazać z jedną rzeczą? Z jednym plasterkiem, kawałkiem, zabawką lub jedzeniem?
To nie jest wyuczone. Ja tak nie jem jak one. Ja przecież nie rozdzieram gazety. Ja z pudła kartonowego domku lub autobusu w którym będę siedzieć godzinami, nie zrobię. 
Nie rozcieram jedzenia po buzi, nie miażdżę w rączce i nie rzucam zabawkami w dal. 
Ja im tego nie pokazałam. Same to potrafią. 
Dla mnie to czary, teraz tego już nie umiem i żałuje. Może pora wierzyć w magię? 












  • " Ma­gia jest tym, cze­go nie wiesz. "
  • " Nig­dy nie proś ma­gika o powtórze­nie tej sa­mej sztuczki. Roz­szyf­ru­jesz ją i cała ma­gia pryśnie."
Jonathan Carroll